Po dwóch tygodniach przerwy w pisaniu, nareszcie jakaś chwilka, żeby zaktualizować Czekoladę
. Czas leci tak szybko, że często muszę się zastanawiać jaki jest dzień tygodnia. Sporo wyjazdów i praca nad projektami z jednej strony, fitness i zabawy kulinarne z drugiej. A najważniejsze przygotowania do ślubu mojej siostry. Już tuż, tuż. Po miesięcznych poszukiwaniach znalazłam w końcu sukienkę dla siebie. Schodziłam kilometry centrów handlowych i butików i nic mnie nie zachwycało. Wszędzie to samo, wszędzie te same kolory. Ale udało się. Weszłam do sklepu, do którego nigdy nie wchodzę, bo wydawało mi się, że mają rzeczy zupełnie nie w moim stylu- a tu proszę. No więc teraz już z górki, bo tylko buty, torebka i biżuteria
A to nie jedyne zaskoczenie w tym tygodniu. Odwiedziłyśmy z koleżanką firmę, dla której pisałyśmy wniosek inwestycyjny. Musiałyśmy dojechać tam na 9.00, więc z Poznania trzeba było wyruszyć samochodem około 6.00. Po męczącej podróży, przychodzimy do biura Dyrektora Operacyjnego i … własnym oczom nie wierzymy. Nie chodzi o to, że był tam bałagan – ktoś mógłby powiedzieć że artystyczny, usprawiedliwiając porozrzucane po pokoju papiery i dokumentację wszelkiej maści. Tam był po prostu było brudno. Zgniłe rzeczy wysypujące się z kosza przy biurku, pełno martwego robactwa na parapetach, lepiący się stolik. Nie sądziłam, że tak można przyjmować kontrahentów, tym bardziej wiedząc o umówionym spotkaniu. Pomijając ten krajobraz, który tam zastałyśmy, po 3 godzinnej podróży, nie doczekałyśmy się ani kawy, ani herbaty, ani nawet wody mineralnej. Facet nawet nie wstał za tego swojego klejącego się biurka, żeby się przywitać ( może się przykleił??). Ludzie powypisują sobie Bóg wie jakie stanowiska na wizytówkach, a nie mają pojęcia o podstawowych zasadach biznesowej etykiety. Chociaż tu nie chodzi nawet o etykietę, ale o zwykłą kulturę osobistą. Ciekawy to był przypadek, chociaż jeszcze nigdy w mojej karierze z czymś takim się nie spotkałam. Teraz chyba już nic mnie nie zaskoczy.