-Czy mogę Pani w czymś pomóc?- zapytała ekspedientka w sklepie jubilerskim.
-Owszem, może mi Pani pomóc. Wtedy będę miała szansę w końcu stąd wyjść!. Młoda gniewna nie kryła swego poirytowania, robiąc minę jakby ugryzła kwaśne jabłko i wywalając oczy w słup. Poprzedzając to głośnym westchnięciem wskazała palcem zakończonym długim, czerwonym tipsem na gablotę z zawieszkami.
-Chciałam coś z motywem serca.
Ekspedientka schyliła się do koszyka pod ladą i zaczęła wynajdować drobiazgi w kształcie, o który prosiła klientka.
-Ale ja nie chcę kolorowej zawieszki!- fuknęła, widząc zaprezentowaną biżuterię. Czy nie widzi Pani, że reszta zawieszek na mojej bransolecie jest srebrna! Kolorowa nie będzie mi pasować.
-Oczywiście, zaraz pokażę Pani tylko srebrne- usłużna sprzedawczyni zabrała z lady część czerwonych, żółtych i niebieskich serduszek, zostawiając i dobierając pożądane motywy i kolory.
Klientka spojrzała na towar z politowaniem- Tylko tyle?!- rzuciła przed siebie. Zatrzepotała wytuszowanymi rzęsami, nie mogąc najwyraźniej uwierzyć, że pokazano jej tylko 20 modeli. W końcu po trwających wiekach pomrukach, ehhach i przewalaniu jednej zawieszki za drugą, zdecydowała się, uruchamiając palec zakończony długim, czerwonym tipsem, który zawisł wskazując na kupkę porozrzucanej biżuterii.
-Czy tę zawieszkę sobie Pani życzy?
-No przecież pokazuję, którą!- syknęła, jakby ktoś włożył jej do ust rozkwaszoną cytrynę.
Ekspedientka ostrożnie wybrała właściwy drobiazg i zapakowała w firmowe pudełeczko.
Transakcja szczęśliwie dobiegła końca, maruderka wyszła bez słowa, przypinając sobie nowy nabytek na nadgarstek i ruszając na swoich chybocących szpilkach na łowy w dalsze zakątki centrum handlowego. Musi dokonać jeszcze tylu wyborów, natłumaczyć się tylu niedomyślnym sprzedawczyniom, nadwyrężyć już i tak zmęczony palec, aby w końcu dostać to, czego chce. Na pohybel wszystkim.