Archiwa tagu: Sukces

Sukces życiowy według Emersona

Sukces życiowy według Emersona

Wielu z nas właśnie teraz podsumowuje swoje osiągnięcia- koniec roku wydaje się do tego dobrym momentem. Coś się kończy, coś się zaczyna. Czy zakończyło się sukcesem? Każdy pewnie tę poprzeczkę postawiłby w innym miejscu. Jedno jest pewne – jest ona niżej, aniżeli Ty sam byś ją sobie wyznaczył. Można powiedzieć, że spełnienie jest w zasięgu ręki. Czasami wystarczy spojrzeć z innej perspektywy

 

Oto, co o sukcesie myślał Ralph Waldo Emerson. Prosto, zwyczajnie, życiowo.

 

Śmiać się często i kochać mocno;

Zdobyć szacunek ludzi inteligentnych

i przyjaźń dzieci;

Zdobyć uznanie uczciwych krytyków

i w spokoju znosić zdrady fałszywych przyjaciół;

Cenić piękno;

Zauważać w innych to, co w nich najlepsze;

Nauczyć się zapominać o sobie samym;

Sprawić, by świat stał się choćby odrobinę lepszy;

Pomagając w wyleczeniu dziecka,

Sadząc drzewa w parku,

Poprawiając czyjeś warunki życia,

Bawić się, śmiać z entuzjazmem

i śpiewać z radości;

Wiedzieć, że choć jedna osoba odetchnęła

Swobodniej,

Ponieważ Ty żyłeś;

To właśnie jest sukces życiowy”

 

Ralph Waldo Emerson

Bieg po satysfakcję

Bieg po satysfakcję

Poważna kontuzja kolana sprzed dobrych kilku lat znacznie ograniczyła moją aktywność fizyczną. Żadnych gwałtownych ruchów, szybkich zrywów. Jednym słowem muszę uważać, aby nie uszkodzić i tak już słabych stawów. Kolano „odzywa” się co jakiś czas, co jest dosyć uciążliwe. Odpada jazda na nartach, łyżwach i rolkach. Oczywiście wskazana jest jazda na rowerze i basen. Niestety rower ostatnio mi ukradli, a w chodzeniu na basen wkurza mnie, że po wyjściu z szatni, jako krótkowidz, ledwo mogę trafić do przerębla z wodą – takie oto drobnostki zniechęcają mnie do stosowania się do zaleceń.

Ponieważ taka sportowa abstynencja nie jest na dłuższą metę zdrowa, postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę. Dla siebie i swojego kolana, które niećwiczone coraz bardziej się rozleniwia i nie chce trzymać całej reszty w pionie.

Tak więc pewnego pięknego, sobotniego ranka wstałam, wybiegłam z domu…. i tak biegłam, biegłam, biegłam i tak przez pół godziny. Bieganie, hmmm- czy to aby dobry sport dla sfatygowanych kolan? Są różne teorie na ten temat, ale przy porządnej rozgrzewce i odpowiednim tempie nie musi to być aż takim obciążeniem dla stawów.

Spodobało mi się. Lekkie przebieżki, ruch na świeżym powietrzu- od razu lepiej. Zapewne skończyłoby się na kilku wypadach, gdyby nie ogłoszenie o biegu na 6 km, organizowanym w mieście. Postanowiłam wziąć w nim udział. Nic tak nie motywuje jak jasno wyznaczony cel, a moim było przebiegnięcie tego dystansu i po prostu dotarcie do mety. Zaczęłam więc treningi – bieganie po przyjściu z pracy, rozciąganie mięśni, wyrabianie kondycji.

<!–[if gte mso 9]> Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE <![endif]–><!–[if gte mso 9]> <![endif]–>

W dniu biegu, na linii startu trochę się nawet denerwowałam, czy ja w ogóle dam radę. Wreszcie sygnał do rozpoczęcia biegu. Miałam wrażenie, ze wszyscy nagle mnie wyprzedzają, ale postanowiłam biec swoim tempem, pamiętając co chcę tu osiągnąć. W połowie dystansu miałam lekkie zwątpienie, ale nie poddałam się. Postarałam się skierować strumień myśli na coś innego, niż na to, że bolą mnie już wszystkie mięśnie i bardzo chciałabym położyć się z boku na trawie i zapomnieć o tym całym zmęczeniu. Po drodze mijałam grupki osób, które kibicowały biegaczom, klaskając i pokrzykując- to również było bardzo fajne uczucie. Poczułam się jak prawdziwy sportowiec. I… osiągnęłam swój cel – dobiegłam do mety. Niezapomniana chwila, ogromna satysfakcja. Po tym wszystkim uświadomiłam sobie, że dawno nie odczułam takiego spełnienia. Wyznaczyłam sobie cel, przygotowałam się i zrealizowałam plan. Taka banalna rzecz, jak udział w biegu uszczęśliwiła mnie. W pracy nie zawsze robi się pasjonujące rzeczy, ale teraz wiem, że aby nie popaść w marazm i rutynę, trzeba znaleźć sobie coś, czego wykonanie przyniesie satysfakcję. Dla zdrowia fizycznego i psychicznego.