Tonę w kwiatach…… to już 3 lata :*

:*

Tonę w kwiatach…… to już 3 lata :*

:*

Niewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba…
Jan Izydor Sztaudynger

W ostatni czwartek gorącego sierpnia wybrałam się nad morze. Wyjazd do rodzinnego domu zawsze jest przeze mnie mocno wyczekiwany. Udało mi się trochę wydłużyć weekend, przez co miałam więcej czasu na wypoczynek. W czwartek i piątek było przepięknie słonecznie. Większość czasu przeleżałam w ogrodzie na trawie, która wyglądała jak perski dywan. To była dopiero przyjemność. Leżenie na trawie, zajadanie brzoskwiń i czytanie książek.
Pojechaliśmy również na plażę. Morze tego dnia było spokojne i wyglądało jak tafla jeziora. Tylko kilkanaście osób z leżakami i parawanami – widać już koniec sezonu. Spokój, przyjemne słoneczko.

Mimo że temperatura wody była nie za wysoka, skorzystałam z rzadko nadążającej się okazji i popływałam trochę w naszym cudnym Bałtyku. Najgorsze było pierwsze zanurzenie, a później poszło już gładko. Brr.
Wróciłam z kolekcją kamyków i paroma fajnymi zdjęciami. Ukoronowaniem wieczoru była kolacja na tarasie domu z butelką kalifornijskiego wina. Niewiele w takich momentach potrzeba. Czas bez telewizji, komputera, polityki i innych problemów tego świata.
Jak zwykle, z zawartości przywiezionej, wypchanej po brzegi walizki, zgodnie z zasadą Pareto, korzystałam w 20 %. Ale któż to może wiedzieć przed wyjazdem. Zawsze wszystko może się przydać.
Powrót to 5 godzin w pociągu osobowym . Jedna osoba na drugiej. Przy zdrowych zmysłach trzymała mnie tylko „Obrona szaleństwa” Woodego Allena. Na dworcu w Poznaniu wysypaliśmy się z pociągu jak z tokijskiego metra. A ja prosto w ramiona ukochanego. Najwspanialsze zakończenie wspaniałego weekendu.
Ku mojej ogromnej radości zakwitły już bzy. Podczas dzisiejszego spaceru narwałam sobie parę gałązek do wazonu. Zapach jest cudny!!!!!!!!!!! Do tego kawka i własnej roboty ciasto.

Przy okazji, przypomniał mi się wierszyk…
… bzy zerwane w nocy
Obudziłaś nas! Ach, ileż gwałtu,
Ileż rosy nawalnej!
W niemożności wydania krzyku!
A było właśnie tak cicho,
Powiew nas huśtał astralny,
I wdychaliśmy tajemnicę gwiazd
Ośrodkami naszych krzyżyków…
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Dzisiaj wybraliśmy się do poznańskiego zoo zobaczyć nowo-otwartą słoniarnię. Mieszkańcami są na razie 5-letni Yzik i 9-letni Ninio, znany na całym świecie pod pseudonimem Lotek
.

Zważywszy na to, że średnia długość życia słonia to 70-80 lat, te dwa to jeszcze maluchy

W ramach Międzynarodowego Roku Astronomii od czwartku do soboty zaplanowano tysiące publicznych obserwacji nocnego nieba. Wczoraj późnym wieczorem wybraliśmy się z mężem do Obserwatorium Astronomicznego w Poznaniu. Bezchmurna pogoda umożliwiła podziwianie rozgwieżdżonego nieba, a kolejka chętnych aby namierzyć lunetą księżyc wielokrotnie zakręcała na parkowych alejkach.

Na mnie największe wrażenie wywarł Saturn i widoczny jego największy księżyc Tytan, które można było zobaczyć za pomocą 100-letniego teleskopu Zeiss.


Malutki bałwanek, ulepiony pośpiesznie po przyjściu z pracy ( na specjalne życzenie koleżanki Ani
)

I zdjęcie tegoż w karmniku:

Sroka jak to zobaczyła, to uciekła:
Pozdrawiam zimowo-bałwankowo
Dzisiaj rano, na śniadaniu:)

Mam to szczęście, że mimo mieszkania w bloku, z okien mam widok na drzewa, które wiosną zamieniają się w ścianę zieleni. Lubię podpatrywać małych, skrzydlatych przyjaciół, którzy całymi chmarami okupują stanowiska wkoło. W karmniku na balkonie stołują się sikorki, wróble, sroki; na drzewach w pobliżu przesiadują kawki i gawrony. A dzisiaj udało mi się zrobić zdjęcie dwóm sójkom. Widać nie wybrały się za morze:)

